wtorek, 6 sierpnia 2013

Studia (NIE) są przyszłością


"Myśl o przyszłości tylko wtedy, kiedy może ci ona sprawić przyjemność."
Jane Austen



     Skończyłaś studia? Jakie? Świetnie, prawnicze. Oceny najlepsze widzę, prymuska na roku, cudownie. Zapowiada się naprawdę dobrze. A rodzice gdzie pracują? Mama w sklepie, a tata jest pracownikiem fizycznym? Rozumiem. Zadzwonimy do pani, do widzenia.
Niektórzy znają to skądś. Niestety takie są dzisiaj realia. Studia nie zapewniają nam pracy w zawodzie, do którego tak namiętnie się przygotowywaliśmy. Wręcz przeciwnie! Dzisiaj jest bardzo mało prawdopodobne, że własnie to będziemy w życiu potem robić. Skąd to wynika? Przede wszystkim z poziomu bezrobocia, ale to w innym wpisie. Problemem jest też wzrost liczby wyższych uczelni, natomiast spadek liczby techników i zasadniczych szkół zawodowych, na rzecz średnich szkół ogólnych (licea). Owe szkoły wyższe, już takie wyższe nie są, dostanie się do nich to prościzna, wystarczy tylko zdać maturę (zdać, nie ważne na ile procent, o to chodzi) i już można studiować. Program co prawda nie odstaje od innych szkół, ale niestety wymagania ulegają zmianie, co sprowadza się ostatnio do ich całkowitego zaniku. Nasz naród jest zbyt wykształcony (teoretycznie, oczywiście) - można by rzec. W dzisiejszych czasach jest duży problem ze szkołami zawodowymi. Student filologii angielskiej pracuje jako robotnik, kompletnie się do tego nie nadając, ani nie mając odpowiedniego przygotowania, ponieważ nie to chciał w życiu robić, ale chociaż pracę ma. Natomiast ludzie, którzy kończą zasadnicze szkoły zawodowe, pod konkretnym kontem szkolą się praktycznie i teoretycznie. Ile mniej czasu zajmie im przystosowanie się do pracy, można powiedzieć, że od razu są do tego gotowi. Dzisiaj można skończyć szkołę zawodową i pracować na Śląsku, w kopalni, taką możliwość miała moja kuzynka. Zarabiałaby ok. 4 tys, miała węgiel na opał i spokojnie by sobie żyła. Oczywiście pracowałaby w biurze, a nie w samej kopalni. Ona jednak chciała studiować, skończyła studia pedagogiczne i teraz rozwozi towar z butami. Nie skończyła lepiej, wręcz gorzej, ponieważ płaca jest dużo niższa. 
     Dzisiaj ludzie, którzy kończą dobre uczelnie i są specjalistami w danej dziedzinie, nie chcą być już w Polsce, ponieważ tutaj nie ma dla nich przyszłości. Wyjeżdżają za granice i są bardzo cenionymi fachowcami. Dlaczego więc mają być tutaj, po co się męczyć, w "patriotyzmie", skoro można pracować w Anglii, gdzie polityka prosocjalna jest naprawdę na wysokim poziomie, więc posiadanie piątki dzieci sprawia, że jesteśmy szanowani, a nie spadamy na dół łańcucha pokarmowego, jak to się dzieje w naszym kraju. 
    Powinno się, moim zdaniem podnieść próg zdawania matur i podwyższyć progi procentowe w rekrutacji na wyższe uczelnie. Zlikwidować te o najniższym pułapie, albo podnieść poziom, ponieważ do niczego nas to nie doprowadzi. Dzisiaj nie wystarczy zdać studia, trzeba je zdać fenomenalnie i najlepiej, tak jak napisałam na początku, mieć znajomości. Łatwiej jest skończyć prawo i dostać pracę, kiedy ma się rodziców w zawodzie, zawsze tak było. Ale taki synek czy córeczka tatusia prawnika, musieliby być wtedy dobrzy, żeby na takie studia się dostać, a to już raczej byłoby oczywiste, że dostaną pracę, ale chociaż by się do niej nadawali.  Skończenie wyższej szkoły nie zawsze równa się dostaniu pracy, chyba, że dobrze zdamy maturę i będziemy najlepsi na roku, a to się raczej rzadko zdarza. 
Więc co robić? Jak zapewnić pracę wykształconym ludziom w Polsce? Myślę, że najlepsze będzie rozwiązanie o jakim pisałam, mianowicie podnieść wymagania, to będzie selekcja. Okrutne, ale prawdziwe. Szkoły zawodowe też są dla ludzi, a czasami zapewniają nawet więcej niż studia. Ostatnio nawet dość często. 
A Wy macie może jakieś pomysły?

32 komentarze:

  1. Moim zdaniem najlepiej studiować medycynę. Czytałam o tym. Po kilku latach nauki ma się staże w klinikach i szpitalach (już dostaje się pieniądze). Potem na ostatnim roku wybiera się specjalizację i ma się pracę :) Nigdy nie patrzałam zawodu prawnika, bo nie bardzo mnie interesuje taka przyszłość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, studiujesz coś i nie masz po tym pracy, a znowu studiować coś, czego się nie chce, znowu mija się z celem. To straszne, co się dzieje, ale takie są fakty.

      Usuń
  2. Ja niestety lepsza nie jestem i sama myślę o wyjeździe z naszego kraju. Jednak prawda jest jedna - po pierwsze musisz skończyć studia, które naprawdę cię interesują i są twoim konikiem. W innym przypadku całe życie będziesz się męczyć, a i nigdy nie będziesz najlepszy w swoim fachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Tylko trzeba mieć też dużo szczęścia, żeby móc później robić to, co się kocha, bo inaczej to szczęście trwa tylko pięć lat.
      Nie można mieć pretensji do ludzi, którzy chcą wyjechać, jedynie do tych, którzy przyczynili się do powstania takiej sytuacji, że młodzi ludzie nie mają innego wyjścia.

      Usuń
  3. ...to nie jest takie proste jak piszesz. Nie można podnieść tylko wymagań przy egzaminach maturalnych czy dostawaniu się na studiach, trzeba zacząć od samego dołu. Błąd tkwi już w szkołach podstawowych i nie chodzi mi tylko o materiał i jakość przekazu wiedzy. Szkoły w dzisiejszych czasach nie dbają już o ucznia, im bardziej chodzi o frekwencję (liczbę uczących się) aby pokazać, że placówka jest potrzebna i nie wolno jej likwidować. Uczelnią wyższym nie chodzi również o studenta tylko o kasę. Jak pisałaś naplęgło się tych uczelni od cholery (u mnie jest to samo) i nie chodzi o poziom kształcenia, ale właśnie o kasę, bo przecież większość, to jakieś prywatne uczelnie lub uczelnie oferujące studia zaoczne lub wieczorowe. Poziom na takich uczelniach jest niższy (nie wszędzie, żeby nie było) bo lepiej jest mieć wpływy z takiego studenciaka przez kilka lat niż przez jeden semestr. Ot i cała filozofia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zgadzam się z Tobą w zupełności. Przede wszystkim programy są złe, bo nie przystosowują całkowicie do życia, a zresztą i tak większość informacji zapominamy zaraz po zaliczeniu egzaminu albo skończeniu danej szkoły.

      Usuń
  4. skończenie studiów już nic nie znaczy, o niczym nie świadczy. liczą się znajomości...
    lubię studiować,a le nie wiem, czy kiedykolwiek będę pracowała w zawodzie. znam ludzi, którzy nie skończyli gimnazjum albo nie mają matury, a wcale nie skończyli w rynsztoku, przeciwnie! prowadzą mega ciekawe życie :)
    studia nie są obowiązkową drogą... a rynek pracy tylko zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, tylko widzisz, ja chcę studiować nawet dla samego studiowania, bo to ciekawe pięć lat w życiu, no i można poznać bardzo ciekawych ludzi, którzy mają podobne zainteresowania :)

      Usuń
    2. rozumiem, nowi znajomi zawsze spoko :D studiowanie jest fajne i czuje się wtedy cudowną młodość, imprezy, haha... lubię ten klimat :D

      co do podróży - przestań zazdrościć, a wyjdź na drogę i zacznij łapać stopa! super przygoda :)

      pozdrawiam!

      Usuń
    3. Wiesz, w dzisiejszych czasach to duże ryzyko, a z moim pechem. Ale rzeczywiście masz racje, wycieczka mi się przyda. Tylko wolałabym, szczerze mówiąc, jechać sama, bo muszę odpocząć od ludzi.

      Usuń
    4. ja chciałam jechać sama... ale w końcu zabrałam przyjaciółkę. cieszę się, bo się wspierałyśmy i było raźniej :) samej tez nie ma problemu, spotkałam mnóstwo autostopowiczek jeżdżących samotnie i mówią, że czad! :D

      Usuń
    5. Wiesz, może dlatego, że można wiele przemyśleć, a ja do tego jednak potrzebuję samotności.
      Tylko ja jestem tak ogarnięta, że wszędzie się gubię :)

      Usuń
  5. O tak blog to pamiątka na całe życie, a zmiany to po prostu część tego bloga, od początku je robiłam, może dlatego nadal mi się te blogowanie nie znudziło.

    OdpowiedzUsuń
  6. No co poradzić, ale piszesz dobrze. Sama stałam nad wyborem szkoły, wybrałam lo, ale teraz mam wyrzuty sumienia. Mam nadzieję że jednak za parę lat jakąś pracę ogarnę, choć wiem że pewnie będzie ciężko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety będzie. Dlatego zazdroszczę tym, którzy są dobrzy z języków, ja niestety nie mam do tego talentów, więc jest mi ciężej... ;(

      Usuń
  7. Najgorzej jest, jak kończysz studia które Cię interesują, a potem nie ma dla Ciebie żadnej pracy. Ja na przykład - marzę o skandynawistyce albo polonistyce (wiem że tu akurat nie trudno się dostać bo idą wszyscy niezdecydowani bez umiejętności matematycznych, ale mnie to pociąga tak na serio, serio) i co dalej? Nie widzę żadnej perspektywy, poza nauczaniem rozwydżonych dzieciaków w gimnazjum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to mnie szczerze mówiąc wkurza najbardziej. Ktoś idzie na studia polonistyczne, politologiczne czy psychologiczne, żeby przysłowiowego magistra mieć i tym zaniża poziom... Mam całą rodzinę nauczycieli i to stanowczo Ci odradzam ;)

      Usuń
    2. No właśnie! I jak mówisz, że jesteś na humanie albo planujesz studia humanistyczne to już każdy patrzy na Ciebie z lekkim uśmieszkiem i zdaniem na ustach "no, czyli nie wiesz co chcesz robić w życiu?".

      Usuń
    3. Mam identycznie. Wcale nie jestem słaba z matematyki, mam piątkę, a każdy bawi się w to szufladkowanie, że humanista nic nie umie. Moim zdaniem ma szersze horyzonty i jest bardziej głęboki. Humanista z prawdziwego przypadku umie się wypowiedzieć na każdy temat.
      Eh.. aż się zdenerwowałam ;)

      Usuń
  8. No cóż - ja i tak pójdę na studia, bo interesująca mnie praca byłaby możliwa tylko po studiach. Oczywiście mam nadzieję, że kiedyś dostanę pracę w swoim zawodzie.
    Jakąkolwiek pracę.
    Pracę za jedzenie??
    Dobra, koniec głupich żartów. Skończyłam gimnazjum, nie ucząc się o II wojnie światowej. Okrojony program i wywalanie coraz więcej, obniżanie poziomu... Nie jest dobrze. Dzisiejszy magister nie dorównuje przedwojennemu maturzyście, w biurach na wysokich stanowiskach siedzą znajomi. A bezrobocie rośnie, bo wielu ludzi, choćby się na jakiekolwiek studia nie nadawali, pakują się na uczelnie, choć mogliby zapełnić nisze w swojej okolicy jako fryzjerzy, mechanicy, elektronicy, kucharze, kelnerzy - to, czego uczy się w zawodówkach i technikach i na co zawsze jest popyt. Może kiedyś sytuacja się poprawi, ale dziś musimy kombinować, żeby nie mieszkać za 10 lat pod mostem.
    Pozdrawiam... i nie znikaj mi już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru już znikać. Niestety sytuacja nie jest zbyt ciekawa, więc trzeba się zastanowić, co my, obywatele, możemy z tym zrobić. Zrobić coś musimy, skoro polityce niespecjalnie interesują się przyszłością nowego pokolenia, który de facto ma tworzyć naród za parę lat. Źle się dzieje.

      Usuń
  9. świetny blog i notka :3
    ciekawie tutaj :)
    dlatego ZAOBSERWOWAŁAM i liczę na to samo z Twojej strony :*

    http://my-secret-dreamx3.blogspot.com
    http://my-secret-dreamx3.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Podpisuję się obiema rękami pod tym co napisałaś. Matura powinna faktycznie być dla ludzi, którzy dojrzali do tego, by pójść na studia. 30% i wynik pozytywny!? Zawyżyłabym próg do co najmniej 70%. I miło byłoby jakby przedmioty nie zostawały z góry narzucane, tylko żeby student musiał się pofatygować i dowiedzieć czego oczekuje uczelnia. Bo co z tego, że ktoś dostaje się turystykę tylko dlatego, że lepiej zdał matematykę od innych, a reszta wyników np. z języków obcych, geografii jest podobna? Rekrutacja nie powinna polegać tylko na porównaniu wyników z tego egzaminu, ale i na rozmowie kwalifikacyjnej, egzaminie wstępnym i... teście psychologicznym, jeśli jest to na przykład bezpieczeństwo wewnętrzne, pedagogika, medycyna. Wtedy studia naprawdę by coś znaczyły. A i ludzie faktycznie nadawaliby się do swoich zawodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy raczej żeglarstwo nie jest moim zainteresowaniem, ale zawsze człowiek coś nowego zobaczy, coś innego przeżyje. :)
      Dlaczego nudziara? Książki - świetna rzecz! :)

      Usuń
    2. Nie lubię imprez, może dlatego :)
      70% to sporo, ale wtedy naprawdę zdawałyby osoby, które mają jakieś pojęcie o wielu sprawach ;) No i oczywiście rozmowa kwalifikacyjna i egzaminy wstępne to naprawdę świetny pomysł. Zastanawiam się tylko, czy na taczkach by nas większość nie wyniosła za takie propozycje :)

      Usuń
    3. Większość leniwego i narzekającego społeczeństwa pewnie miałaby nam to za złe. ;) Moim zdaniem jednak "uczelnia wyższa" oznacza, że należy mieć w głowie nieco więcej niż tylko marne podstawy. Tak samo jak o dojrzałości nie powinien świadczyć wynik 30%...

      Usuń
  11. Ja proponuję przywrócenie egzaminów na studia. Dostawaliby się na nie pasjonaci w danych dziedzinach, wiedzący, co chcą robić, a nie z przypadku, bo "na inna kierunek się nie dostałem, to sobie pójdę na to, żeby nie było, że nic nie robię". Chciałabym jednak nadmienić, że moja siostra filologię angielską skończyła 8 lat temu i miała pracę praktycznie cały czas. Najdłuższy okres bezrobocia to były 3 miesiące i to w sumie z premedytacją, bo wyjeżdżała na wakacje i nie mogła od razu podjąć pracy. Poza tymi 3 miesiącami pracowała w wielu szkołach językowych, biurach tłumaczeń, a ostatnio w kancelariach prawnych. Mój brat obronił się trochę ponad miesiąc temu i już ma pracę, znalazł bardzo szybko i niedługo dostanie pierwszą, wymarzoną wypłatę. Tak samo moje kuzynki, które na brak pracy nie narzekają.
    Rzeczywiście, z pracą trudno. Ale jeśli ktoś chce, to naprawdę da radę. Tak było z moimi rodzicami, rodzeństwem, a wierzę, że i ze mną tak będzie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, filologia angielska to w sumie nie był dobry przykład, dzisiaj języki się opłacają. Można być nauczycielem, tłumaczem przysięgłym i itd.
      Oczywiście, najlepsi i najbardziej zdeterminowani zawsze się wybijają, ale nie jest takich wielu. Tylko znowu z drugiej strony mogą oni mieć pretensje tylko do siebie :)

      Usuń
    2. Mimo wszystko anglistów coraz więcej. Trzeba się starać, wierzyć w siebie i wybierać swoje pasje, wtedy na pewno będzie dobrze.

      Usuń
    3. No może nie na pewno, mało to bezrobotnych aktorów? Ale co prawda to prawda - trzeba dzisiaj być zawziętym. Kiedy zamkną drzwi, wejść oknem ;)

      Usuń
  12. Sama już bardzo długi okres czasu powtarzam, że fakt, że wszyscy lecą do liceów i omijają zawodówki i technika szerokim łukiem jako te gorsze, jest bardzo negatywne. W umysłach utarło się, że człowiek z liceum jest lepszy, mądrzejszy. Brzydko się wyrażę: gówno kurczaki prawda! Sama skończyłam liceum mamiona rodziców, którzy studiów nie mają, że zdam maturę, pójde na studia. Na studia tak czy siak poszłam, ale przede wszystkim po liceum nic nie mamy! Ani wiedzy (jedynie jakieś ogólne ochłapy, wszystko w teorii), żadnego papierka widzianego mile przez pracodawców typu technik, żadnego zawodu. Później są studia, strikte teoretyczne. Ja mam ten plus, że moja dusza jest czysto artystyczna i zaparłam się rękami, nogami i powiedziałam, że ja na żadne AGHy i UJoty nie idę! Nie będę zakuwać latami wiedzy, która jest o dupę rozbić! I dzięki temu mam studia praktyczne, moje egzaminy ograniczają się do jednego - Historia Sztuki, a tak projektuję, wszystko w programach, ręcznie, nic teoretycznie! Zdobywam doświadczenie, kurczaki.
    A tak jak mój tata opowiadał, przyszedł do niego na praktyki "inrzynier" (błąd celowo). Super liczy, całki, granice, logarytmy inne paści. Ojciec dał mu światłowód do ręki, jakiś tam sprzęcik i kazał podłączył. Mówi, że mina gościa bezcenna i długie tłumaczenie, co trzyma w ręce. "A to to jest światłowód! Łaaaał ". Serio, ojciec zbierał szczęke z podłogi. Sam ma technika elektronika, ponad 30 lat w zawodzie i patrząc na coś takiego no witki opadają, bo ma przed sobą "inrzyniera", którym chcą go zastąpić. Powodzenia!
    Technikum nie jest gorsze, powiedziałabym nawet, że dużo trudniejsze. Nie tylko są tak zwyczajne przedmioty ogólne, ale też wiele przedmiotów zawodowych. I nie tylko taki technik musi zdać maturę, ale i egzaminy zawodowe! Przecież to o wiele więcej nauki, więc skąd ten stereotyp gorszych zawodówek i techników? Nie wiem.
    Tak jak piszesz, inna sprawa, że w Polsce fachowcy nie są potrzebni. Szkoleni są na potęgę, ale co z tego, skoro większość przypadków nie pracuje w zawodzie. Nie mam dzieci, nie mam męża, ale i tak marzy mi się taka politykia prorodzinna jak w Anglii czy Holandii. Czemu u nas nie da się czegoś takiego? Ach, brak kasy i kolejne podatki, żeby załatać dziurę. Ostatnio słyszałam o podatku od prostytucji i sprzedaży narkotyków oraz coś w stylu za media, nawet jak nie masz komputera czy telewizora i tak płacisz.
    No nic, Ty o tym jak studia nie zapewniają zawodu, a ja jak uczelnie publiczne produkują "teoretyczne stwory". Ha ha, chociaż nie powiem, bo zdarzają się ludzie zdolni, ale co z tego, skoro każdy chce pracownika z min. x-letnim doświadczeniem i tak dalej.
    Dziękuję za komentarz! Boziu, ja i robienie okładek? Ja się w zasadzie dopiero wszystkiego uczę, ale byłoby to miłe wyzwanie :) Tusk na samym początku miał bardzo ciekawe propozycje i brzmiał logicznie! Teraz to naprawdę nie ma żywcem na kogo głosować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również to przeraża. To samo jest z wszystkimi politykami. Programy polityczne czasami są naprawdę zachęcające, dopiero kiedy politycy dostaną się do przysłowiowego koryta, pokazują swoje prawdziwe oblicze - brzmi jak w tanim kryminale, ale tak niestety jest! Rzeczywiście "inrzyniery" całkowicie nie opanowali praktyki na studiach, które de facto od tego właśnie powinny być. Przecież studia i szkoły w ogóle mają na celu przystosowanie nas do przyszłego życia, a tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Coś trzeba z tym zrobić! Tylko co?
      PS: Ja chcę być aktorką, a na razie planuję prawo.. cóż.. mam inną drogę, wszyscy mówią, że źle robię, że jeszcze nie poszłam na prawko i idę na UW. Jednakże ja znalazłam własną drogę, którą mam zamiar kroczyć, a wiesz, tłumaczyć się nikomu nie muszę.

      Usuń

Obserwatorzy